dscf4147Z profesorem Tomaszem Łodygowskim, rektorem Politechniki Poznańskiej, rozmawia Mariola Zdancewicz

Ma Pan za sobą dwie kadencje jako prorektor, a w tym roku objął Pan stanowisko rektora Politechniki Poznańskiej. Z jakimi planami?

Uważam, że zarządzanie uczelnią oraz podjęte wcześniej działania powinny mieć swoją kontynuację. W przeciwieństwie do polityki, gdzie każda nowa ekipa ma zupełnie inne pomysły, na Politechnice mamy bardzo komfortową sytuację – nasze plany są nakreślone na wiele lat i każdy kolejny rektor stara się je realizować. Jest to jedyny sposób, żeby po latach osiągać założone cele. Notabene uważam, że w wielu sprawach społecznych powinna obowiązywać taka zasada. Jeśli tworzy się strategie określające charakter edukacji w Polsce, to powinno się je realizować, niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Wiele jest takich dziedzin, które wymagają konsekwencji przez wiele lat.

 Jest Pan wśród tych rektorów, którzy alarmują, że grozi nam zapaść cywilizacyjna. Coraz mniej młodzieży podejmuje studia na uczelniach technicznych. Jaka jest tego przyczyna? Dlaczego tyle osób po studiach nie ma pracy?

Może tak mocno bym tego nie ujął. Można wprawdzie mówić o pewnej zapaści, ale może nie aż o cywilizacyjnej. Kilkanaście lat temu w Polsce po studiach ludzie dostawali skierowanie do pracy. Co prawda nie było bezrobotnych, ale takie skierowanie było listem, który zabijał inicjatywę. Mało kto poszukiwał pracy samodzielnie. Teraz wiemy, że trzeba samemu wybierać i studiować na takich kierunkach, po których ma się szansę na pracę. Z ostatnich statystyk wynika, że spośród absolwentów Politechniki Poznańskiej zaledwie dwa procent jest bezrobotnych. Myślę, że żadna szkoła nie może się pochwalić tak dobrym wynikiem. Przez ostatnie lata nie doświadczyliśmy jeszcze efektu zmniejszającej się populacji młodzieży. Uważam, że ludzie, którzy wybierają zaawansowane kierunki techniczne, takie jak elektronika, mechanika, mechatronika, informatyka czy robotyka, gdy kończą studia, są oczekiwani na rynku pracy. Żeby utrzymać w ruchu istniejący potencjał gospodarczy, potrzeba tych właśnie technicznych kompetencji. 

Wydaje się, że obecnie sytuacja wygląda optymistycznie, jeśli chodzi o wybór studiów na kierunkach technicznych, ponieważ społeczeństwo zaczyna intensywniej myśleć o tym, żeby po studiach nie być bezrobotnym. Wiemy też, że młodzież ciągle jeszcze wybiera kierunki, po których szanse na pracę są znikome. Być może wynika to z pewnego mitu, wygłaszanego chociażby w mediach, który przez lata się zakrzewił i z którym trudno jest walczyć. Jest nim powszechne przekonanie, że matematyka jest okropna, a fizyka straszna. To nieprawda. Nie można być rozgrzeszonym ze swojej niewiedzy, nawet jeśli ktoś na początku szkoły podstawowej ma trudności z przysłowiową tabliczką mnożenia, a prawa fizyki rozumie przez pryzmat filmów disneyowskich, bo wydaje mu się, że grawitacja działa tak jak w tamtych bajkach.

Panie rektorze, czy uważa Pan, że młodzi ludzie są dobrze przygotowani do startu na studia?

lab1Mówiąc o stronie mentalnej, dobrze przygotowanym do startu byłby ten, który przede wszystkim rozumie, że po ukończeniu uczelni będzie musiał podjąć pracę. Ktoś, kto od początku będzie obserwował rynek pracy, a wybierając praktyki, z premedytacją pójdzie do odpowiedniego przedsiębiorstwa, bo tam widzi już swoje miejsce. Taka osoba jest gotowa mentalnie. A jeśli chodzi o przygotowanie merytoryczne, to na uczelni technicznej podstawą są oczywiście matematyka oraz fizyka. Jeśli kandydat posiada choćby podstawową wiedzę i chęć pokonywania trudności, na pewno poradzi sobie ze wszystkim. Przez ostatnie lata prowadzimy kursy wyrównujące dla maturzystów – 45 godzin matematyki i 30 godzin fizyki. Te zajęcia bardzo im pomagają.

Jako prorektor zajmował się Pan słynnym już projektem „Era inżyniera”, który dostał dofinansowanie z UE i trwa do dziś. Jego celem jest dostosowanie wykształcenia do potrzeb gospodarki i rynku pracy. Co jako rektor zrobi Pan dla współpracy z przemysłem?

Nie do końca tak był zdefiniowany cel „Ery inżyniera”. Chodziło przede wszystkim o zwiększenie potencjału Politechniki Poznańskiej. W ramach projektu realizujemy dwadzieścia zadań. Wśród nich były projekty polegające na przykład na przygotowaniu kadry do prowadzenia nowych zajęć i kierunków. Adiunkci wyjeżdżali za granicę na miesięczne i kilkumiesięczne staże. Zwykle kończyło się to współpracą, nieraz wspólnymi publikacjami, nawiązaniem nowych kontaktów, występowaniem razem o granty europejskie.

Poza tym dzięki „Erze inżyniera” mogliśmy wesprzeć dwa nowe kierunki, które nie były dotąd prowadzone na taką skalę. Myślę tu o mechatronice i energetyce. Otworzyliśmy też dwie nowe specjalności związane z lotnictwem: transport lotniczy i silniki samolotowe. Ponieważ nasza kadra nie miała wszystkich kompetencji związanych z tym tematem (na przykład jeśli chodzi o projektowanie silników samolotowych), nawiązaliśmy współpracę z Wojskową Akademią Lotniczą, politechnikami: Warszawską i Rzeszowską. Wykładowcy przyjeżdżali do nas w ciągu kilku ostatnich lat. Przy okazji mogliśmy wdrażać w tę tematykę naszych najmłodszych asystentów czy adiunktów, tak aby mogli za kilka lat podjąć dalej to dzieło. Właśnie w tym roku na inauguracji uhonorowaliśmy w sposób szczególny profesora Aleksandra Olejnika z Wojskowej Akademii Technicznej, byłego prorektora tej uczelni, za zasługi dla kreowania nowej specjalności lotniczej.

Jest to jeden z elementów wyjścia naprzeciw potrzebom rynku pracy. W końcu mamy w Poznaniu największe tradycje lotnicze, tu powstał też pierwszy w Polsce aeroklub. Mamy bazę lotnictwa taktycznego, wojskowego, kilkudziesięciu pilotów lata na F-16 nad miastem od czasu do czasu, ale na ziemi musi pracować dwa tysiące osób, żeby to wszystko mogło działać. Na te dwa tysiące składają się również technicy. To samo dotyczy bazy lotnictwa transportowego, która znajduje się w Powidzu. Zależy nam na tym, żeby nasi studenci mogli odbywać praktyki w tych miejscach, bo wiem, że niektórzy będą mogli tam później znaleźć pracę.

Bardzo zależy nam na pozyskaniu nowych partnerów, nowych miejsc odbywania praktyk czy staży. Obecnie współpracujemy intensywnie chociażby z Volkswagenem, z którym organizujemy unikatowy w skali kraju program studiów praktycznych. Nazywamy to studiami dualnymi. Część zajęć w sposób klasyczny odbywa się na uczelni, a część na terenie zakładu pracy, dysponującego sprzętem i bazą laboratoryjną, na które nas nigdy nie będzie stać. A co do naszego zainteresowania gospodarką – powołałem w tej kadencji prorektora desygnowanego wyłącznie do relacji z otoczeniem gospodarczym.

Czy ma Pan w planach otwarcie nowych kierunków?

Nie musimy wymyślać jakichś karkołomnych nazw, jak to się dzieje nieraz na innych uczelniach, żeby przyciągnąć kandydatów. Jeśli nowe kierunki będą potrzebne, to powstaną. Potencjał kadrowy mamy obecnie tak duży, że możemy bez trudu je stworzyć. Zresztą jest on wielokrotnie większy niż formalnie potrzeba, żeby uczelnię nazwać uniwersytetem; nazwy jednak nie chcemy zmieniać, zostaniemy przy politechnice.

laboratorium systemow mobilnychPanie rektorze, w połowie września koordynował Pan konferencję poświęconą rozwojowi techniki i technologii transportu w lotnictwie. Dotyczyła ona przeglądu światowych tendencji związanych z produkcją statków powietrznych. Jakie wnioski nasuwają się Panu po tej konferencji?

Zgromadziliśmy wielu znamienitych gości. Wykłady rozpoczęły się od prelekcji generała Hermaszewskiego, który przyciągnął słuchaczy, na których bardzo nam zależało. Dzięki temu wypromowaliśmy dwie wspomniane już specjalności lotnicze, które zostały zauważone i docenione przez naszych kolegów z kraju i zagranicy. Dzisiejsze konferencje to nie tylko wygłaszanie referatów, ale przede wszystkim spotkanie odpowiednich osób, z którymi można poruszyć wiele tematów w kuluarach. Bez wątpienia będziemy kontynuować ten cykl konferencyjny we współpracy z największymi graczami na polu lotnictwa, jednostkami naukowymi i przemysłem.

Jest Pan członkiem Polskiego Stowarzyszenia Motoszybowcowego. Jak Pan ocenia projekt Poznańskiego Centrum Transferu Technologii Lotniczych?

Projekt utworzenia bazy lotniczej jest wspaniale usytuowany, bo bardzo blisko centrum Poznania, w Żernikach koło Kórnika. Postrzegam go jako dużą szansę dla miasta i targów. Wymaga on jednak zrozumienia całego otoczenia, również biznesowego. Mamy tereny targowe nieprzygotowane do organizowania tam jakichkolwiek ekspozycji lotniczych. Rozwój lotnictwa jest bardzo ważny, ponieważ to właśnie ta dziedzina jest motorem rozwoju myśli technicznej i przemysłu. Fascynujemy się dzisiaj GPS-ami w samochodach. W lotnictwie takie urządzenia były znane już wiele lat temu, nie wspominając o innych nowinkach. Lotnictwo i cały przemysł wokół niego zawsze poprzedzały codzienne rozwiązania techniczne. To zdecydowanie innowacyjna dziedzina. Pozostaje jeszcze jeden ważny aspekt tego projektu, za którym kryje się potężny magnes przyciągania uzdolnionej młodzieży. 

Był Pan na targach ILA w Berlinie, otwierał je Pan razem z premierem Pawlakiem. Jak Pan ocenia tę imprezę?

Uważam, że było to ważne wydarzenie, bo pomogło nam się pokazać na zewnątrz. Eksponowaliśmy również wyniki prac zespołów z Politechniki Poznańskiej. Mobilne Centrum Dowodzenia, które nasi koledzy tworzyli przez ostatnie lata w około czterdziestoosobowym interdyscyplinarnym zespole – to naprawdę budzi podziw i szacunek wielu osób. Myślę, że uda nam się w końcu zacząć komercjalizować wyniki. W tym przypadku na przeszkodzie stanęły przepisy funduszów, z których częściowo te projekty zostały zrealizowane. Uniemożliwiają one czerpanie zysków z proponowanych rozwiązań przez pewien czas.

Bardzo ładnym poznańskim akcentem był fakt, że wśród lotników popisujących się na niebie swoimi umiejętnościami akrobatycznymi była dziewczyna z Politechniki, która latała razem z doświadczonymi akrobatami lotniczymi: Wojciechem Krupą i Piotrem Haberlandem, a także z wielokrotnym mistrzem świata Jerzym Makulą.

fot. archiwum Politechniki Poznańskiej

Lotnisko macierzyste

biernatyAirport Biernat

62-023 Gądki
ul. Poznańska 3
info@airport-biernat.pl
tel. +48 609 121 626
rezerwacje +48 697 977 356

Znajdź na mapie »

Fregata J6

Więcej…

© Polskie Stowarzyszenie Motoszybowcowe im. Antoniego KOCJANA